site logo
  
Books » Harry Potter » Elementarz Czarnej Magii B s : A A A
Author: rachell
Fiction Rated: M - Polish - Romance/Drama - Reviews: 1 - Published: 09-12-05 - Updated: 11-08-05id:2576823
Rozdział II – Księga Erosa

Łuk sklepienia lochu ginął w ciemnościach. Na kamiennych półkach pokrywających ściany stały różnych rozmiarów i kształtów słoje – niektóre wysokie, inne zaś przysadziste. Największe z nich - tak duże, że mogłyby pomieścić małe dzieci - ustawione były w rządku na zimnej posadzce. Jedyne światło w pomieszczeniu dawał fluorescencyjny mech pokrywający słoje i wydzielający niezdrową, zielonkawą poświatę. Dziwne, nienazywalne rzeczy pływały w pojemnikach. Jeden z największych nagle zachybotał, jakby ktoś w niego uderzył. Znajdująca się wewnątrz dłoń skręciła się jak zaskoczona ryba. Bezcielesny głos zaklął i coś przytrzymało słój.

- Sza! – rzekł inny głos, a po chwili dodał: - Alohomora!

Szuflada w biurku profesora Snape’a wysunęła się jakby sama z siebie.

- Harry, może byś mi wreszcie powiedział, czego szukamy? – Każdy, kto znał Gryfonów, natychmiast po usłyszeniu tej wypowiedzi, rozpoznałby Rona Weasleya. Dlatego tożsamość właściciela drugiego głosu nie była wcale niespodzianką. - To... to jest zwój – szepnął Harry. – Moje notatki. Nie mogę ci powiedzieć nic więcej.

- Okej – rzekł Ron, a po chwili milczenia dodał niepewnie: - Ostatnio strasznie dziwnie się zachowujesz... Ja... W ogóle cię nie widuję, wiesz? - Dziwnie to brzmiało z ust kogoś, kto właśnie był niewidzialny. – Opuszczasz nawet treningi quidditcha!

- Sza! Miałem szlabany... – odpowiedział Harry.

- Beze mnie! – zajęczał Ron.

W szufladzie znaleźli różne przedmioty skonfiskowane przez Snape’a. Były tam gumowe różdżki, sztuczne grzyby - wybuchające, gdy się je wrzucało do eliksiru - podskakujące kulki, które zmieniły się w białe myszki i próbowały uciec. Parę talii kart grało w pokera. Zaklęły, gdy przerwano im grę.

- Odsuńcie się, chłopcy, jesteście na to za młodzi, he, he.

Reszta kart zarechotała.

Niewidoczne ręce Harry’ego Pottera zaczęły grzebać w zawartości szuflady i po chwili znalazły schowaną głęboko rolkę pergaminu. Inna para rąk otworzyła półkę poniżej, znajdując tylko książkę.

- Ooo, tak... – wydyszał Ron. – Ktoś musiał być kompletnym idiotą, żeby przynieść to na lekcje. Popatrz na te rysunki... Oni są nadzy!

- Odłóż to, Ron – odparł jego przyjaciel, po czym niespodziewanie krzyknął: – To mnie trzyma!

Jedna z nóg biurka ożyła i owinęła się wokół kostki Harry’ego. Potem drewno zastygło. Ron cofnął się, wychodząc spod peleryny niewidki.

- O żesz cholera... Hej, spójrz na to!

Rudzielec podniósł pęk kluczy z miejsca, gdzie znalazł książkę. Pasowały do zamka w górnej szufladzie. Noga biurka, rozpoznając odpowiedni klucz, puściła Harry’ego wolno.

- Było blisko. Uciekajmy stąd, zanim coś innego się na nas rzuci - szepnął Ron, patrząc niepewnie po słoikach. Podniósł upuszczony przez przyjaciela pergamin i z powrotem skrył się pod peleryną.
Na górze, w pustym pokoju wspólnym Gryfonów, Harry zauważył, że Ron w dalszym ciągu ma ze sobą książkę, którą znaleźli w biurku Snape'a. W poprzek okładki ciągnął się wybity, kwiecisty napis "Księga Erosa" i widać było, że Ron nie może się powstrzymać, by się jej dokładnie przyjrzeć.
- Nie wierzę, że to zabrałeś - rzekł Harry.
- Chodź, tylko zerkniemy! Snape nie dowie się, kto ją wziął - odparł jego towarzysz. - To zaklęcie wymaga włosa z głowy dziewicy...
- Proste, mamy ciebie - zaśmiał się Harry, na co Ron szturchnął go w ramię.
Następnego dnia, po obejrzeniu kolejnych ilustracji, zadecydowali o ucieczce z Wróżbiarstwa, stwierdzając, że nikomu nie zrobi różnicy, czy kłamią o tym, że są chorzy, czy o tym, co widzą w swoich numerologicznych wykresach. Praca domowa będzie wystarczająco prosta. To w zasadzie to samo, co Astrologia, tylko o wiele mniej skomplikowane.
W momencie, gdy Harry zasuwał kotary, Ron rozwalił się na jego łóżku i rzucił księgę na poduszkę. Postacie na obrazkach przed nimi wiły się, a na marginesach były nabazgrane przeróżne zaklęcia. Inne pojawiały się między wersami, jeśli dotknęło się odpowiednio księgi.

- Ale zboczona książka - rzekł Ron. - Co za znalezisko!
Harry musiał przyznać mu rację.
Gapili się na zdjęcia ludzi, którzy robili sobie i ze sobą różne rzeczy w różnych pozycjach. Rudzielec zatrzymał się na portrecie dwóch czarownic i wytrzeszczył oczy. Kiedy w końcu Harry'emu udało się nakłonić go do przewrócenia strony, uśmiechnął się, gdy zauważył, że Ron zaznaczył tę kartkę, zaginając ją.
- Spójrz na te zaklęcia. Nigdy bym nie pomyślał, że można używać magii do takich celów. O, tu jest jedno: "kiedy potrzebujesz dodatkowej dłoni". Spróbujmy - zaproponował Weasley.
Harry zastanawiał się, czy to taki dobry pomysł, ale Ron wypowiedział formułę i w powietrzu pojawiła się ręka, czekając na polecenia.

Ronowi zajęło kilka minut odnalezienie przeciwzaklęcia i użycie go.
Harry’ego nagle zainteresowało coś innego.
- A co z tym? "Erotyczny masaż z przekręcaniem"...?

Spróbował. Ron stwierdził, że to całkiem przyjemne, dopóki nie poczuł mocnego uderzenia w pośladek.
- Kto by tego chciał? - zapytał lekko zirytowany, kiedy Harry odwołał zaklęcie.

Jego przyjaciel wzruszył ramionami.

- Tu jest jeszcze jedno dziwne... – i zanim Harry zdołał go powstrzymać, Ron powiedział: - Sado-Immobilus!

Nagle pojawiły się skórzane pasy, okręciły Harry’ego wokół kostek i nadgarstków, po czym przywiązały go do łóżka, z szeroko rozłożonymi rękami i nogami.

- Zdejmij to ze mnie! Natychmiast! Zdejmij to!

- Trzymaj się, trzymaj... Tylko włóż na siebie z powrotem koszulę – rudzielec zachichotał, rzucając przeciwzaklęcie. Więzy zniknęły we wstęgach dymu.

Uwolniony Harry podniósł się i zaczął szukać czegoś naprawdę wstydliwego dla Rona.

- Tu jest łaskotanie! – powiedział Ron. – Powinienem użyć tego minutę temu.

Przyjaciel zignorował go, bo właśnie znalazł to, czego szukał.

- Strip-Ease! – i machnął różdżką, wymawiając inkantację.

- Hej! – stęknął Ron. Zaklęcie właśnie zaczęło zrywać z niego koszulkę. Ale Harry miał już w zanadrzu przeciwzaklęcie. Przecież tylko żartował. Rozdarcia zniknęły. Ron posłał Harry’emu sprośne spojrzenie.

- Już prawie pora obiadowa – zauważył Harry zaskoczony. Wydawało się, że siedzieli znacznie krócej. – Myślę, że przegapiliśmy lekcje.

- Czas leci – Ron wzruszył ramionami. – Mam dla ciebie jeszcze jedno.

- Nie...! – krzyknął Harry, ciągle pamiętając skórzane pasy.

- Nie martw się – tego używasz sam na sobie. Patrz! – powiedział Ron. – Phallus Erectus!

Po tych słowach Ron zademonstrował największą erekcję, jaką Harry kiedykolwiek widział, sterczącą prosto do przodu.

- Masz coś do powieszenia? – spytał Ron, odwracając się.

Harry, wciąż się śmiejąc, podczołgał sięi wypróbował to na sobie. Nie potrafił wykonać sztuczki z wieszaniem, bo jego sterczała bardziej w górę niż do przoduWtedy usłyszeli ludzi przechodzących przez portret piętro niżej. Pora obiadowa. Ron szybko zaczął szukać przeciwzaklęcia.

- Uch… - Przewracał szaleńczo kartki książki. – Nie mogę go znaleźć.

- Daj mi to! – Ale Harry również nie mógł go odszukać. Wetknęli książkę pod poduszkę Harry’ego i prędko położyli się na brzuchu, kiedy inni Gryfoni wgramolili się po schodach do pokoju.

Harry i Ron zabrali na obiad płaszcze, strategicznie trzymając je przed sobą, kiedy siadali przy stole. Zjedli łapczywie, prawie nie czując smaku, i uciekli od stołu tak szybko, jak to tylko możliwe.

- Trening Quidditcha – skłamał Harry, kiedy wychodzili.

Kiedy byli z powrotem w dormitorium, Harry ponownie przeczytał opis zaklęcia.

- Piszą, że to „mija naturalnie”. Myślę, że po prostu powinniśmy zaczekać. Dobrze, że mamy dziś wieczorem tylko Eliksiry i Opiekę nad Magicznymi Stworzeniami. Będziemy cały czas stać.

- Taa – Ron przewrócił oczami. – Tyle że jestem pewny, że Snape ma w oczach rentgen.

Lecz po kolacji okazało się, że ich stan nadal nie uległ poprawie. Ron zaczynał się poważnie denerwować. Przed wejściem przez obraz Grubej Damy zaczął narzekać.

- Harry, to nie może trwać dłużej. Muszę siku i... jej... no nie mogę! Zaraz wybuchnę!

Harry przyznał, że sytuacja była straszna, i próbował się nie śmiać.

- Co nie może trwać, kochanieńki? – spytała sennie Dama na portrecie.

- Mellifluous! – powiedział Harry i obraz się odsunął. – Nic. - Stwierdził, że lepiej, jeśli w pobliżu nie będzie żadnego obrazu, kiedy następnym razem zajrzą do księgi. Nie zapomniał, jak na czwartym roku bardzo szybko po całym zamku rozniosła się wieść, że będzie uczestniczył w Turnieju Trójmagicznym. Przypuszczał, że gdyby nie miał innych zajęć niż wiszenie na ścianie, to też zacząłby plotkować. Może.

Tej nocy, kiedy wreszcie Seamus i cała reszta zasnęli, Harry i Ron na palcach zeszli z książką na dół. Harry poprowadził ich na strych nad sowiarnią. Pomieszczenie było zakurzone i puste. Z drewnianą podłogą i bez żadnych portretów. Nie było też żadnych dekoracji, skoro już o tym mowa.

- Miłe miejsce – powiedział rudzielec.

- Lumos! – Kula światła pojawiła się na końcu różdżki Harry’ego. Otworzył z trzaskiem Księgę Erosa i odnalazł zaklęcie, tym razem czytając między wierszami. – Przechodzi naturalnie... – przewrócił stronę - ... po użyciu.

- Po użyciu! – zakwikał Ron. – Chyba nie myślisz...?

Harry gapił się bezmyślnie w otwartą stronicę.

- Może... – zasugerował Ron, wykonując pompujący ruch - ... no wiesz?

Harry potrząsnął głową, przechylając książkę w lewo.

– To daje nam trzy możliwości... waginalną...

Ron ożywił się.

– Hej, moglibyśmy poprosić Hermionę o pomoc. Jest w końcu naszą kumpelą.

Harry pomyślał, że Ronowi by się to spodobało.

- Jasne, ona nam pomoże. Za pomocą Zaklęcia Odrywającego – odparł Potter. Rudzielec skulił się.

- Rzeczywiście działa magia – inaczej od razu bym uschnął na samą myśl. To co robimy? – Ron był coraz bardziej zdesperowany.

- Cóż, tu jest jeszcze napisane „waginalna, analna...” – Harry kontynuował. Ron odsunął się od przyjaciela.

- Nawet o tym nie myśl!

- „... lub oralna.” – Harry dokończył zdanie, zerkając na Rona. – Przykro mi, ale nic więcej nie piszą. Ale moglibyśmy spróbować.

Ron przewrócił oczami.

Moglibyśmy.

Po kilku minutach prób poddali się zirytowani. Harry ponownie podniósł książkę.

- Nie rozumiem... Hej. Ron. – Oczy Harry’ego przebiegły w dół spisu treści. – To jest z rozdziału „Dla was dwojga”. Dla jednej osoby jest zupełnie inne zaklęcie. I robi dokładnie to samo! – Wskazał na stronę. Rozdział był wyraźnie oznaczony jako „Wszystko dla niego”.

Ron rozdziawił usta.

– Ską... skąd miałem to wiedzieć!

- Mogłeś przeczytać książkę!

- Nie jestem Hermioną!

Harry jęknął i ukrył twarz w dłoniach.

- I co teraz zrobimy? – spytał Ron.

Przyjaciel spojrzał na niego ze śmiertelną powagą.

- Zwariowałeś! Nie... nie ma mowy! – odparł zdecydowanie Weasley..

- No to w porządku – Harry zatrzasnął księgę i skrzyżował ramiona. Ron nie był pomocny niczego nie ułatwiał. – Więc po prostu posiedzimy tu tak długo, aż ty wpadniesz na lepszy pomysł.

Na kilka minut w pokoju zaległa cisza. Harry praktycznie słyszał, jak mózg Rona skwierczy, kiedy borykał się z wynalezieniem nowego sposobu. Wyglądało to trochę, jakby Ron wolał czekać, aż na strychu odnajdzie ich jakiś maleńki cud.

Wreszcie Harry usłyszał głośne westchnięcie.

- Okej... nic nie wymyślę poza tym, że muszę do toalety. Bardzo. Więc... dobrze – Ron odwrócił się i potrząsnął palcem na przyjaciela – ale ani słowa żywej duszy! Ani martwej – dodał po namyśle.

- Ja...? – Harry nie mógł sobie wyobrazić, by kiedykolwiek komukolwiek chciał się do tego przyznać.

- ...a zwłaszcza – NIGDY NIE MÓW HERMIONIE – rzekł dobitnie Ron. Z tym Harry zgadzał się całkowicie. Zasugerował, że może mogliby użyć zaklęcia wymazującego pamięć. Wtedy byłoby tak, jakby to wszystko nie miało miejsca.

- Ale, eee, jeśli nie możesz wykasować własnej pamięci, to aby jeden z nas mógł rzucić zaklęcie na drugiego, musi pamiętać, co mamy zapomnieć.

Ron przytaknął mądrze.

– Jasne. Oczywiście. Harry – o czym ty mówisz?

- Nie można zaczarować samego siebie, prawda?

- Przy tym zaklęciu nam się udało – zauważył Ron.

- To jest różnica… myślę... jakoś – bronił się Harry. – Proszę, nie mieszaj mi, bo zapomnę, co chciałem powiedzieć.

- Okej.

- Osoba rzucająca zaklęcie musi wiedzieć, co chce wykasować, prawda?

- Jasne.

- Więc... osoba, która ma już zmodyfikowaną pamięć, nie będzie wiedziała, co ma wymazać tej drugiej! To zadziała tylko na jednego z nas.

Światełko zrozumienia rozbłysło w oczach Rona.

- Musimy jedynie zdecydować, który ma pamiętać. – Harry zamyślił się nad tym na moment. I tak już wiedział bardzo mało o swojej przeszłości. – Chyba ja się zgłoszę. Nie podoba mi się wizja zapomnienia więcej, niż trzeba.

- Cóż, jest wiele rzeczy, o których chciałbym nie pamiętać. Jak kiedyś Fred włożył mi do nosa dwie petardy i...

- Myślę, że po prostu powinniśmy to teraz zrobić. Robi się trochę późno. – Harry zaczął zdejmować z siebie szatę, a Ron odwrócił się, zarumieniony.

- Och, taak. Pewnie lepiej, żebym nie robił ze swojej pamięci szwajcarskiego sera. Nie z Fredem i George’em w pobliżu.

Harry zsunął do kolan slipy, poprawił zjeżdżające mu z nosa okulary i spojrzał w dół. To musiało być jakieś zaklęcie powiększające, bo nigdy nie widział go takim wielkim. Praktycznie sięgał mu do pępka.

Ron wyraźnie ociągał się ze zdjęciem ubrania. Harry pomyślał, że przyjaciel chyba zwariował – nigdy dotąd nie wstydzili się swojej nagości. Przez moment wydawało się, że Ron zapomniał, jak obsługuje się zamek, bo nie mógł zdjąć szaty przez głowę. Gdy w końcu udało mu się ją ściągnąć, jego rude włosy były strasznie rozczochrane, a uszy czerwone. Usiadł naprzeciw Harry’ego, obejmując się rękami, jakby krępował się odsłonić nagą klatkę piersiową. Zupełnie tak, jakby nie widział jej przedtem setki razy. Wyglądał, jakby wolał być wszędzie, tylko nie tutaj.

Ron spojrzał na biodra Harry’ego i zamarł.

- Czy mógłbyś... położyć się... albo coś...? Trochę dziwnie się czuję, jak tak na mnie patrzysz.

Nie musieli nic mówić – obaj wiedzieli, że nie będą dotykać się częściej niż to konieczne. W końcu Harry zastosował się do prośby i ułożył się, zwijając szatę i układając ją pod głową. Chwila, kiedy Ron niczego nie robił, zdawała się trwać wiecznie. Na strychu robiło się coraz zimniej.

- No? – ponaglił go niecierpliwie Harry. – Pospiesz się. Im szybciej przez to przebrniemy... och...

Nie zdołał dokończyć zdania. Usta Rona były jak gorący jedwab, a oddech przyjaciela łaskotał. Harry poczuł wszechogarniający żar przyjemności i pomyślał, że zaraz stopi się pod jego wpływem. Ron poruszył się, drażniąc wszystkie najbardziej wrażliwe miejsca na raz. Harry uniósł głowę. Nie mógł powstrzymać się przed zerknięciem na przyjaciela, który robi coś takiego. Ujrzał rude włosy unoszące się i opadające na jego ciało. Zaraz potem nagły, ostry ból spowodował, że Harry podskoczył.

- Hej, uważaj na zęby!

- Płepłaszam – wybulgotał Ron z pełnymi ustami i spojrzał na niego.

Harry spojrzał podejrzliwie i znowu zaczął się odprężać. Opadł na podłogę, przymknął oczy, a z jego gardła wydobył się cichy jęk. Po minucie, która trwała mniej niż sekunda, Ron przestał. Zdecydowanie zbyt szybko. To wszystko trwało zbyt krótko. Krócej, niż najkrótsza w świecie chwila. Leżał przez moment, oddychając ciężko i usiłował dojść do siebie.

Ron nie zwrócił na to uwagi, automatycznie otarł usta i usiadł.

- No, to powinno wystarczyć – odezwał się. – Zaraz zacznie opadać. Teraz zajmijmy się mną, a potem spadamy stąd.

Harry spojrzał na siebie. Czubek jego penisa był śliski i wilgotny. Czuł, że jest mu tam bardzo zimno, ale nie zauważył żadnych znaków opadania, o których wspomniał Ron.

Harry niechętnie zaczął się zbierać. Ron usiadł, czekając na Harry’ego z niezwykłą cierpliwością. Całkowicie przezwyciężył swoją wcześniejszą nieśmiałość. Harry spojrzał na niego ostrożnie, z beztroskiej obojętności Rona można było odgadnąć, że również nie wie, co go czekało. Ron zauważył wahanie Harry’ego i zaproponował:

- Czy chcesz, żebym się położył?

- Nie – Harry potrząsnął głową. – To nie ma znaczenia.

Zaczął ściągać okulary, ale zaraz pomyślał, że lepiej będzie je zostawić. Coś przyciągnęło jego uwagę. Ron wciąż klęczał nad nim i w tej pozycji, a jego wielka erekcja sięgała podłogi.

- Och, cóż, przypuszczam, że lepiej, abyś się jednak położył – Ron chwycił „poduszkę” Harry’ego i ułożył się na podłodze.

Harry’emu nie przeszkadzało, że przyjaciel podpiera się na łokciach, obserwując go. Nie mógł doczekać się widoku jego miny, kiedy Ron to poczuje. Kiedy Harry opuszczał głowę, by zbliżyć usta do jego bioder, nie spuścił z przyjaciela oka nawet na moment. Był zaskoczony, jak niewiele może zmieścić w swoich ustach, ale to chyba nie było to istotne, bo oczy Rona zrobiły się wielkie i okrągłe, a jego szczęka opadła i powoli otworzył usta.

Ron wciągnął powietrze ze świstem, zanim był w stanie znów w miarę normalnie oddychać. Jego pierś unosiła się ciężko. Po chwili jęknął rozdzierająco, a jego głowa opadła do tyłu.

To było zabawne. Harry był zadowolony z kolejności. Za nic w świecie nie chciałby stracić tego widoku. Ale w następnym momencie zaczął mieć niewielkie kłopoty z Ronem. Chłopak zaczął drżeć i jęczeć w odpowiedzi na jego działania. Harry raz czy dwa się zakrztusił. To było zbyt intensywne jak dla niego. Bał się trochę, że Ron dojdzie w jego ustach.

- Okej, tak, em, to powinno załatwić sprawę – powiedział Harry.

- Co załatwić? – Ron usiadł, w jego głosie pobrzmiewała frustracja i irytacja, że Harry przestał. – To nic nie zdziałało.

I miał rację. Ich stan nie zmienił się. Harry nic nie rozumiał. Poprawił okulary i sięgnął po książkę. Ron jęknął i padł z powrotem na podłogę, narzekając:

- Odłóż tę księgę...

Harry zignorował go, zwijając się z Księgą Erosa na kolanach.

- Tu jest napisane, że to przechodzi naturalnie... – zakłopotał się.

- Czy to nie jest jasne? Naturalnie, Harry, naturalnie! – Ron był sfrustrowany. – Niech natura to załatwi. Byłem już tak blisko.

Przyjaciel rzucił na niego okiem, ale nie poruszył się. Zauważył to.

- Ale tu nie mówią…

- Oczywiście, że nie. Nie łapiesz? Wszystko w tej książce jest na marginesach, między wersami. Boże, Harry, jesteś świetnym czarodziejem i w ogóle... i jesteś naprawdę bystry... ale w tym... cóż... jesteś po prostu... cienki. – Ron odsunął książkę z dala od przyjaciela.

- Myślisz, że ten czarodziej wytłumaczy wszystkie szczegóły każdemu dzieciakowi, który otworzy jego książkę? Założę się, że gdybyśmy tylko wiedzieli, jakich słów użyć, znaleźlibyśmy tu jeszcze dziwaczniejsze rzeczy. - Ron spojrzał na Księgę Erosa z zawodem.

Przekartkowali kilka stron. Ron wrócił do swojego ulubionego obrazka z dwiema czarownicami, machającymi do niego z kartki, podczas wykonywania gimnastyki, od której oczy wychodziły na wierzch. Wtedy Harry ponownie przeczytał tamten ustęp – Ron prawdopodobnie miał rację.

- Ron, a tak właściwie, to skąd ty tyle wiesz o tych sprawach? – spytał Harry nieco podejrzliwie.

- Mam sześcioro rodzeństwa – Ron wzruszył ramionami.

Ach. No tak.

Wtedy Harry pochylił się rozradowany.

- Cóż, myślę, że teraz moja kolej.

- Co! – Ron protestował. – To nie fair! Byłem tak blisko. I ciągle jestem. Założyłbym się, że gdybyś teraz się za mnie zabrał, to nie zajęłoby to dłużej niż pięć minut!

Ale w końcu Ron niechętnie ustąpił i dwoje bursztynowych oczu spojrzało na Harry’ego spomiędzy jego nóg, tym razem dobrze wiedząc, co ma zrobić swojemu przyjacielowi. Harry nie mógł się doczekać. Z powrotem ułożył się na posłaniu, które sobie przygotowali. Na podłodze położyli płaszcz Rona i zrolowali obie szaty w taki sposób, by tworzyły poduszkę. Ron kazał Harry’emu się położyć. Członek Rona dotknął Harry’ego, a następnie wsunął się pomiędzy jego nogi. Ron trzymał go tam przez chwilę, jakby prowokując do odpowiedzi. Harry dokładnie wiedział, o co chodziło Ronowi, ale czuł się wspaniałomyślnie. W końcu miał być pierwszy.

Wtedy Ron sięgnął i delikatnie zdjął Harry’emu okulary z nosa. Co dziwne, była to najbardziej intymna i erotyczna rzecz, na jaką odważył się tego wieczoru. Harry stracił oddech i mrugał odurzony. Ron też musiał to poczuć, bo zastygł na dłuższa chwilę, ciągle trzymając okulary Harry’ego zupełnie, jakby o nich zapomniał. Potem oblizał wargi, przełknął ślinę i wrócił do zadania z zaczerwienionymi uszami. Wymamrotał coś, co mogło brzmieć jak: Hermiona..., ale położył delikatnie okulary Harry’ego na książce, jakby były zrobione z waty cukrowej. Był zaskakująco łagodny, bardzo ostrożny, by tym razem przypadkowo nie użyć zębów.

Harry nie wiedział dlaczego, ale tym razem poczuł motyle w brzuchu i nie mógł się zdecydować, czy teraz podobało mu się bardziej niż poprzednio. Był bardzo świadomy twardej męskości między nogami. Delikatnie, niezdarnie, Harry sięgnął i dotknął miękkich, czerwonych włosów Rona. Chłopak przerwał na moment i spojrzał w górę, pobudzając ponownie motyle. Harry stwierdził, że ten raz jest o wiele lepszy.

Opadł z powrotem na poduszkę, czując się dziwnie i słabo. Raptem tknęło go uczucie, że to wszystko to był bardzo zły pomysł, ale mimo tego był zadowolony, że i tak nie może teraz nic z tym zrobić. Zajęło to całkiem dużo czasu, prawdopodobnie dlatego, że był rozproszony, ale wpadł na pewien pomysł. Zaczął pocierać członek Rona, znajdujący się pomiędzy jego nogami. Rudzielec zaczął oddychać szybciej i przycisnął się do Harry’ego. Wkrótce zaczął zbyt głośno dyszeć. Harry wyszczerzył zęby, uciszając się. Ron wspiął się na jego pierś – już nie byli tak ostrożni, by dotykać tylko niezbędnych miejsc – i spytał teatralnym szeptem:

- Przecież jeszcze nie doszedłeś.

- I co? – Harry uśmiechnął się, wysuwając język. Ron rozpromienił się, jakby właśnie ogłoszono Gwiazdkę. Podciągnął się zupełnie na pierś kolegi. Harry przez chwilę używał rąk, po czym przerzucił sie na usta. Ucieszył się – prawie roześmiał – z prędkości Rona, jego całkowitej utraty panowania nad sobą. Twarz rudzielca wyrażała czysty zachwyt i chłopak zaczął poruszać się szybciej. Harry odsunął się, kiedy Ron krzyknął. Jego wrzask obudziłby nawet umarłego, Irytka, Krwawego Barona i całą zgraję innych duchów zamkowych.

Przez chwilę siedzieli w całkowitej ciszy, nasłuchując. Ich serca dudniły, lecz nikt nie nadchodził.

- Chyba jednak potrzebowałem okularów – jako ochrony - zażartował na koniec Harry. Wytarł sobie twarz szatą, która, jak miał nadzieję, należała do Rona.

- Pewnie nie masz żadnych chusteczek – rzekł Ron, pocierając palcami o palce. Jego głos w dalszym ciągu był nieco ochrypły.

W końcu westchnął i Harry zachichotał.

Położyli się cicho na ziemi. Ron spytał, zaskakująco miękko:

- Harry... myślisz...? Ech, nie ważne – zmienił temat. Potter zastanawiał się, co przyjaciel zamierzał mu powiedzieć. – Ja... tylko – czego się uczysz na tych lekcjach ze Snape’em, co? – Ron nie patrzył na Harry’ego, kiedy zadawał pytanie, jedynie przebiegał opuszkami palców od klatki po udo i z powrotem, a z całego ciała promieniowała ciekawość. W pewnym sensie było to przyjemne.

- Nie mogę ci powiedzieć – odparł Harry w roztargnieniu. Ciepłe, odkrywcze palce Rona zawędrowały w bardziej czułe miejsca. Wtedy przestał.

- Taa... –westchnął ciężko i odwrócił się.

- Ron, Dumbledore kazał mi dotrzymać tajemnicy – Harry próbował się tłumaczyć. – To ma mi pomóc następnym razem, gdy spotkam Voldemorta... przepraszam, miałem na myśli Sam-Wiesz-Kogo.

- Nawet Hermiona nie dostaje prywatnych lekcji magii – mruknął Ron w jego ramię.

- Och, świetnie. Ja mam godzinę ekstra ze Snape’em. Jest gorszy niż na Eliksirach! Tam może rozsiewać swą złość wokoło, skupić się na kimś innym na minutę, czy dwie.

Ron usiadł.

- Widziałem te twoje notatki...

- Co...?

- ... połowę z tych rzeczy można dostać tylko na Nokturnie. Wiem. Tata robił naloty. I ty chcesz się uczyć Czarnej Magii? – Ron wytrzeszczył oczy.

Harry za późno uświadomił sobie, co zdradził. Próbował wyjaśnić:

- Spójrz, Ron, muszę się tego uczyć. Dumbledore powiedział, że to jedyna droga, bym przeżył przy następnym spotkaniu z Voldemortem.

- Dumbledore kazał ci się uczyć Czarnej Magii? – spytał z niedowierzaniem Ron. – On? Nie wierzę! Nie mógłby tego uczyć w Hogwarcie. On zrobił... Harry, on zrobił tyle rzeczy, by to usunąć. Nawet próbował zmusić tych z Durmstrangu, żeby tego nie nauczali. Kilku najlepszych aurorów się stamtąd wywodzi. To... nie brzmi jak on.

- Wiem. To dziwne. – Przez chwilę siedzieli w ciszy.

- Ale w sumie to całkiem fajne – powiedział Ron.

- Taa – rzekł ponuro Harry, myśląc o tym, że zawali ten test w przyszłym tygodniu. Zazwyczaj Snape był szczęśliwy, kiedy źle mu szło, ale te lekcje wydawały się być wyjątkiem.

- Czy... czy mógłbyś mnie czegoś nauczyć? – spytał nerwowo Ron.

- Myślę, że lepiej nie – odparł Harry. – Jestem beznadziejny. Całkowicie. Nie zrobiłem ani jednej rzeczy przez te wszystkie lekcje. Prawdopodobnie zabiłbym nas obu.

- Och. – Ron był pod wrażeniem. Wstał i zaczął ubierać bieliznę. Harry nie wykonał żadnego ruchu, by się ubrać. – Cóż, żadna niespodzianka, że Snape zna Czarną Magię...

- Ron, gdzie ty idziesz? – spytał trochę gniewnie Harry.

Jego przyjaciel spojrzał w dół na Harry’ego podołek. Z powrotem zdjął bieliznę.

- Przepraszam, Harry. Zupełnie zapomniałem!

Dwadzieścia minut później dwaj rozczochrani młodzi mężczyźni zdecydowali, która szata jest czyja i znaleźli odpowiednie buty. Przez chwilę było strasznie, kiedy nie mogli się doszukać okularów Harry’ego, ale proste zaklęcie lokalizujące naprowadziło różdżkę Rona na przedmiot poszukiwań – jak tylko skończyli panikować i sobie o nim przypomnieli. Okulary zsunęły się z książki. Włosy Harry’ego były jeszcze mocniej potargane niż zwykle, a Rona naelektryzowały się i przyczepiały do wszystkiego. Miał problemy z usunięciem ich z oczu. Ostrożnie wytarł plamkę z kołnierzyka. Harry zwlekał chwilę, zmęczony, ale chciał, żeby noc była dłuższa. Zastanawiał się, kiedy znowu przeżyje coś takiego. Kiedy mieli wychodzić, Harry się zatrzymał:

- Zaklęcie zapomnienia...!

- Och... taa, w porządku. Za... za dużo z tym kłopotów, nie? – powiedział Ron wymijająco, próbując odgarnąć włosy z twarzy. Wyjrzał przez drzwi od strychu, by upewnić się, że nie ma nikogo w pobliżu. Harry mógłby się założyć, że chłopak wcale nie zapomniał, ale nie poruszał tej kwestii. Stał za Ronem, bardzo blisko, zaglądając mu przez ramię. Zauważył, że jego przyjaciel się nie odsunął.

- Racja – odparł Harry.

Harry drżącymi rękami podniósł Księgę Erosa. Otworzyła się na pierwszej stronie, na którą nawet nie zajrzeli. Harry gapił się na nią oniemiały.

- Ron, spójrz na to! – chwycił chłopaka za szatę.

W lewym dolnym rogu, schludnym pismem napisane było: Severus Snape.

Poza nazwiskiem znajdował się również adres mieszkania poza Hogwartem.

To była książka Snape’a.

- Nie wierzę! – Ronowi opadła szczęka. – Albo nie... mogę, ale chyba oślepnę, próbując to sobie wyobrazić!

Potem Ron skrzywił się, kiedy zaczął o tym myśleć.

- Myślę, że lepiej by było, gdybyśmy odłożyli z powrotem tę książkę, zanim zauważy jej brak. – Ron nie był zachwycony wizją ponownej wycieczki do agresywnego biurka Snape’a.

- Och, myślę, że ma pośpiechu – Harry uśmiechnął się powoli. – Naprawdę uważasz, że Snape będzie głośno narzekał na utratę takiej książki?

- Hej... taa. Genialne!